Najciekawsze w ostatnich 24 godzinach było to, jak PortAventura spuściła z tonu dokładnie wtedy, kiedy można było spodziewać się odwrotnego ruchu, podczas gdy Ferrari Land szykował grunt pod naprawdę wybuchowy finał. To był jeden z tych dni, gdy patrzysz na wykres i myślisz: "okej, tutaj wydarzyło się coś ciekawego."
Trochę kontekstu pomaga ustawić scenę: analizowany okres nadal obejmował niedzielny wieczór w hiszpańskich parkach, choć w dostępnych danych nie było oznaczonego święta ani szkolnych wakacji. Mimo to między Ferrari Land, PortAventura, Parque Warner Madrid i Parque de Atracciones de Madrid działo się wystarczająco dużo, by wyciągnąć z tego kilka małych taktycznych perełek.
Ferrari Land znów zagrał va banque z Red Force
Ferrari Land pokazał swój dobrze znany wzór: nie trzeba, by cały park stał się niemożliwy do ugryzienia, żeby jedna atrakcja wywróciła cały plan do góry nogami. Red Force znów był wielkim magnesem na kolejki, ze średnim czasem oczekiwania 89 minut i szczytem na poziomie 120. Dwie godziny na ten czerwony start wciąż robią wrażenie, nawet na tych z nas, którzy patrzą na takie liczby codziennie i powinni być już trudniejsi do zaskoczenia.
Najciekawsze było to, że Red Force nie ruszył gładko od samego początku. Atrakcja była planowana na 17:00, ale pojawiła się dopiero o 18:21, więc każdy, kto pobiegł tam zaraz po otwarciu Ferrari Land, prawdopodobnie musiał improwizować. A jednak, gdy tylko ruszyła, goście natychmiast odpowiedzieli: najbardziej intensywny moment parku przypadł około 19:00, kiedy średnia wystrzeliła do 120 minut. Jeśli lubisz dramatyczne wykresy, ten skok jest niemal jak kolejka górska jeszcze przed wejściem do kolejki górskiej.
PortAventura miała mocny poranek ... i piękne popołudniowe tąpnięcie
PortAventura weszła w dzień z wyraźnym impetem, przede wszystkim dzięki swoim największym nazwom. Uncharted wrócił na poważne poziomy z 61 minutami średnio i szczytem na 110, a Furius Baco również mocno przycisnął i doszedł do 100 minut. To nie był poranek na spacerowanie po Mediterranii i decydowanie w ostatniej chwili.
Najbardziej podobał mi się jednak kontrast. O 11:00 park miał swój najbardziej obciążony moment, ale około 15:00 otworzyło się zaskakująco przyjazne okno, ze średnią zaledwie 1,25 minuty w dostępnych czasach oczekiwania. Uwielbiam takie dołki, bo to właśnie one odróżniają wizytę w stylu "zrobiliśmy, co się dało" od wizyty w stylu "złapaliśmy park na nieuwadze".
Swoją rolę odegrały też wodne atrakcje i upał. Silver River Flume pozostawał bardzo kuszący dla gości, ze średnią 44 minut i wzrostem do 90, a Tutuki Splash kręcił się wokół 35 minut średnio z pikami na poziomie 80. Nie trzeba wymyślać przyczyny: w takie dni po prostu widać, jak kolejki rozdzielają się między adrenalinę a chęć lekkiego schłodzenia się.
Templo del Fuego nie spieszył się
PortAventura dorzuciła też jedno z tych późnych otwarć, które warto mieć z tyłu głowy, jeśli przyjeżdżasz z listą obowiązkowych punktów. Templo del Fuego był planowany na 10:30, ale pojawił się dopiero o 16:33. To mocno zmienia układ wizyty, bo nie mówimy o "wpadniemy później", lecz o atrakcji, która tak naprawdę dołączyła do dnia dopiero wtedy, gdy popołudnie było już mocno rozpędzone.
Tomahawk również wystartował później niż planowano, o 13:02 zamiast 10:30, a kilka rodzinnych atrakcji, takich jak Kiddie Kities, Waikiki, Armadillos, Kiddie Balloons, El Secreto de los Mayas i Cobra Imperial, pojawiało się grupowo w ciągu poranka. Dla rodzin to czyste złoto: jeśli plan zależy od strefy dziecięcej, sprawdzenie realnego statusu przed marszem przez pół parku może oszczędzić sporo kroków i co najmniej jednej kwaśnej miny.
Parque Warner Madrid był łagodniejszy, ale jedna nieobecność ważyła sporo
Parque Warner Madrid grał w spokojniejszej lidze niż parki w Tarragonie, ze średnią ogólną 8 minut i pikami do 60. Innymi słowy: kolejki były, owszem, ale bez tego poczucia, że "wszystko stoi po godzinie", które czasem zmusza do wybierania tylko najważniejszych bitew.
Najmniej przyjemnym elementem dla gości był Expedientes Warren, który przez cały analizowany okres nie dawał żadnych oznak życia. Atrakcja tkwi w tej sytuacji od 1 lipca i kiedy takie doświadczenie wypada z gry na cały dzień, czuć to szczególnie mocno, jeśli było jednym z twoich must-do. To nie jest długa kolejka, tylko punkt, który warto sprawdzić jeszcze przed wejściem do parku. I mówię to z sympatią fana: mało co boli bardziej niż zostawić atrakcję na później i odkryć, że w ogóle nie było jej w grze.
Mimo tej nieobecności Warner zostawił też miły szczegół dla łowców spokojnych chwil: około 21:00 dostępne czasy oczekiwania spadły do średnio 1,67 minuty. Nie sprzedawałbym tego jako magicznej obietnicy, ale to naprawdę smakowita wskazówka dla tych, którzy lubią docisnąć park do samego zamknięcia i zrobić jeszcze ostatnie kółko, gdy inni są już w drodze na parking.
Madryt miał całkiem wygodny dzień
Parque de Atracciones de Madrid był chyba najbardziej wdzięcznym parkiem na wizytę bez większej presji. Średnia ogólna zatrzymała się na 9 minutach, a maksimum parku sięgnęło 36, więc nawet wtedy, gdy tempo rosło, nie wyglądało to na jeden z tych dni, w których każdy ruch trzeba mierzyć stoperem.
Najprzyjemniejszy moment pojawił się około 12:00, ze średnią 5 minut. Później park ożywił się bardziej około 19:00, kiedy czasy oczekiwania wzrosły do średnio 50 w najbardziej obciążonym fragmencie dnia. Bardzo lubię ten wzór, bo rozbija pomysł, że "rano zawsze jest najlepiej": tutaj, przynajmniej w tym, co widzieliśmy, środek dnia dawał wyraźnie więcej niż późne popołudnie.
Jak bym to rozegrał
Gdybym poruszał się po tych wzorcach z danymi świeżo w głowie, nie zostawiałbym Red Force w Ferrari Land na "później, kiedy spadnie", bez wcześniejszego sprawdzenia, jak naprawdę się zachowuje, bo wczoraj przeszedł od późnego startu do brutalnego poziomu. W PortAventurze próbowałbym uderzyć w Uncharted i Furius Baco wcześnie tylko wtedy, gdy kolejki jeszcze nie wybuchły; jeśli już wybuchły, pilnowałbym możliwego spokojniejszego okna po południu jak jastrząb. A w Parque Warner Madrid sprawdziłbym Expedientes Warren, zanim zbudowałbym wokół niego plan, podczas gdy w Parque de Atracciones de Madrid środek dnia podoba mi się znacznie bardziej niż popołudnie, jeśli chodzi o wyłapywanie atrakcji z krótkim oczekiwaniem.